Budowniczowie Miasta Bożego

Matthew Harvey Sanders, dyrektor generalny Longbeard, wygłosił przemówienie zatytułowane „Budowniczowie Miasta Bożego” do pracowników Archidiecezji Vancouver w Ośrodku Duszpasterskim Jana Pawła II 11 lutego 2026 roku.
W swoim wystąpieniu mierzy się z „Cyfrowym Rubikonem”, przed którym staje Kościół, przechodząc z epoki informacji do epoki inteligencji. Twierdzi, że dzięki przyjęciu koncepcji „suwerennej SI” do obsługi zadań administracyjnych Kościół może uwolnić swoich liderów, aby mogli skupić się na „owocu” posługi.
Wprowadzenie: Korzenie i Chmura
Wasza Ekscelencjo, Arcybiskupie Smith, czcigodni ojcowie, osoby konsekrowane oraz oddani pracownicy tej Archidiecezji:
To wyjątkowy przywilej być dziś z wami.
Stojąc tutaj w Vancouver, czuję się mniej jak gość, a bardziej jakbym wracał do domu.
Ta część świata zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Kiedy byłem młody, przez wiele lat mieszkałem na wyspie Salt Spring.
Moje formacyjne lata spędziłem, spacerując po cichych obrzeżach wybrzeża i obserwując z naszego balkonu, jak wielkie statki towarowe bezszelestnie suną przez kanał—giganci handlu łączący nas z szerszym światem.
Właściwie mój ojciec spoczywa po drugiej stronie wody, na wyspie Salt Spring.
Powrót tutaj przypomina mi o czymś istotnym. Przypomina mi, że jesteśmy istotami zakorzenionymi w czasie i miejscu.
Nie jesteśmy tylko umysłami unoszącymi się w eterze; jesteśmy ciałami zakorzenionymi w ziemi. Należymy do konkretnej ziemi, konkretnej historii i konkretnej wspólnoty. Określają nas rzeczy, których możemy dotknąć, rzeczy, które możemy kochać, oraz miejsca, w których grzebiemy naszych zmarłych.
Ale kiedy patrzę dziś na was – pracowników i przywódców tej archidiecezji – uświadamiam sobie, że gromadzimy się, by rozmawiać o sile, która ciągnie nas w dokładnie przeciwnym kierunku.
Nie jesteśmy tu po to, żeby rozmawiać o glebie; jesteśmy tu po to, żeby rozmawiać o „Chmurze”.
Jesteśmy tu, aby omówić zmianę technologiczną, która grozi oderwaniem nas od naszych korzeni bardziej agresywnie niż jakakolwiek siła kulturowa, jaką widzieliśmy od czasów rewolucji przemysłowej.
Dziś stoimy nad „cyfrowym Rubikonem”.
Przez ostatnie trzydzieści lat byliśmy pochłonięci kwestią dostępu. Celem było zdemokratyzowanie danych, położenie światłowodów i umieszczenie informacji z całego świata na wyciągnięcie ręki.
Misja zakończona.
Ale dostęp nie jest już wąskim gardłem; jest nim zrozumienie.
Przekraczamy próg od Epoki Informacji — kiedy dane były surowym materiałem — do Epoki Inteligencji, w której ten materiał jest przetwarzany, analizowany i udoskonalany, zanim w ogóle trafi przed nasze oczy.
Przechodzimy ze świata, w którym komputery jedynie wyszukują informacje, do świata, w którym generują pomysły, symulują logikę i działają jako agenci w naszym codziennym życiu.
Przechodzimy od narzędzi, które nam służą, do systemów, które próbują nas naśladować.
Pytanie nie brzmi, czy Kościół powinien wejść w wody sztucznej inteligencji. My już w nich pływamy. Jeśli młody człowiek w twojej ławce zwraca się do algorytmu po moralną jasność, bo wydaje mu się on bezpieczniejszy niż ludzka twarz, era debat dobiegła końca.
Wody powodziowe nie nadchodzą; one już tu są.
Pytanie brzmi: czy ta nowa technologia pomoże nam zapuścić głębsze korzenie, czy raczej je wyrwie?
Wiem, że wasza archidiecezja wyznaczyła cztery wyraźne priorytety dla tego lokalnego Kościoła: aby każda niedziela miała znaczenie, aby zbliżyć się do Jezusa, aby umacniać małżeństwa i rodziny oraz aby rozwijać przywództwo parafialne.
Moim celem na dziś jest pokazanie ci, w jaki sposób ta nowa technologia — jeśli zostanie właściwie uporządkowana, zakotwiczona w „Rzeczywistości” — może stać się najpotężniejszym sojusznikiem, jakiego kiedykolwiek miałeś w osiąganiu tych czterech celów.
Ale chcę też być z tobą szczery. Chcę ci pokazać, jak ta technologia, jeśli ją zignorujemy, staje się siłą erozji. Grozi zmyciem gleby ludzkich więzi, odsłaniając i wysuszając same „korzenie”, które tak desperacko próbujemy pogłębić.
Jesteśmy tu po to, by porozmawiać o tym, jak pozostać człowiekiem — i jak pozostać katolikiem — w świecie, który staje się coraz bardziej sztuczny.
Część I: Anatomia Nowej Maszyny
Aby zrozumieć misję, musimy najpierw odczarować tę maszynę.
Istnieje głęboko zakorzeniony instynkt, być może najsilniejszy wśród najbardziej pobożnych, by odruchowo odrzucać sztuczną inteligencję, jakby była rywalizującą świadomością.
Widzimy nagłówki. Widzimy, jak sztuczna inteligencja pisze poezję, zdaje egzamin adwokacki i tworzy sztukę wygrywającą konkursy. Czujemy mieszaninę zachwytu i trwogi.
To rodzi strach. A strach jest fatalnym doradcą.
Ale jako katolicy mamy szczególną pewność. Jesteśmy spadkobiercami tradycji, która zawsze wierzyła, że cała prawda — czy to zawarta w Piśmie Świętym, czy w nauce — należy do Boga. Nie patrzymy na innowacje z lękiem, lecz z poczuciem odpowiedzialności. Naszym zadaniem nie jest uciekać od tych systemów, ale ukierunkować je ku dobru.
Przyjrzyjmy się więc, co kryje się pod maską. Czym właściwie jest ta technologia, która podbija cały świat?
W zasadzie przeszliśmy od „chatbotów” do „reasonerów”.
Przez dziesięciolecia komputery były tylko wypasionymi kalkulatorami. Były „deterministyczne”. Jeśli wpisałeś „2+2”, komputer zawsze, bez wyjątku, odpowiadał „4”. Było to sztywne. Było to bezpieczne.
Jednak w ciągu ostatnich kilku lat, a szczególnie gwałtownie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, otworzyliśmy nową granicę.
Przestaliśmy programować komputery linijka po linijce i zaczęliśmy je „hodować”. Zbudowaliśmy „sieci neuronowe” — struktury programowe zaprojektowane tak, by w prymitywny, ale skuteczny sposób naśladować połączenia w ludzkim mózgu.
Nakarmiliśmy te sieci taką ilością danych, że trudno to sobie wyobrazić. Daliśmy im do dyspozycji cały publiczny internet. Każdą książkę, każdy artykuł, każdy wątek na Reddicie, każdą linijkę kodu, każdy wiersz, każde kłamstwo i każdą prawdę, jaka jest dostępna w sieci.
I maszyna się uczyła. Nie tylko zapamiętywała; rozpoznawała wzorce. Uczyła się, jak działa język. Uczyła się struktury logiki.
Ale aż do niedawna modele te były tym, co psychologowie nazywają myśleniem „Systemu 1”.
"System 1" to twoja szybka, instynktowna część umysłu. To ta część ciebie, która odpowiada „4”, gdy ktoś mówi „2+2”. To ta część, która reaguje automatycznie.
Wczesne modele AI były właśnie takie — wyrzucały z siebie pierwszą rzecz, która wyglądała jak odpowiedź. Miały skłonność do halucynacji. Były kreatywne, ale nieostrożne.
To się zmieniło.
Weszliśmy teraz w erę „skalowania w czasie testu”, czyli rozumowania typu „System 2”.
Pomyśl o tym jak o arcymistrzu grającym w szachy. Jeśli gra w szachy błyskawiczne, wykonując ruch co sekundę, nawet arcymistrz będzie popełniał błędy. Polega wtedy na instynkcie. Ale jeśli dasz temu samemu arcymistrzowi godzinę, by wpatrywał się w szachownicę, symulował dziesięć ruchów naprzód, rozważał ryzyko i poświęcenia, staje się niemal nie do pokonania.
Przestaliśmy grać w blitza z SI; oddaliśmy jej zegar.
Najnowocześniejsze modele — takie jak GPT 5.3 od OpenAI czy Claude Opus 4.6 od Anthropic — potrafią „myśleć”. Potrafią się zatrzymać, wygenerować tysiące wewnętrznych możliwości, ocenić je pod kątem zasad logiki, odrzucić złe i dostarczyć tę najlepszą.
Obserwujemy tempo adopcji, które przyćmiewa nawet największych gigantów mediów społecznościowych. TikTokowi — najbardziej wiralowej aplikacji ostatniej dekady — zajęło dziewięć miesięcy, by osiągnąć 100 milionów użytkowników. ChatGPT potrzebował na to zaledwie dwóch miesięcy.
To nie jest fala, to tsunami.
Dlaczego ma to znaczenie dla sekretarki parafialnej w Surrey albo duszpasterza młodzieży w Vancouver? Dlaczego ma to znaczenie dla pracowników kurii?
Ma to znaczenie, ponieważ bariera utrudniająca działanie wkrótce się załamie.
Oznacza to, że „harówka” związana z pracą administracyjną — pisanie e‑maili, sporządzanie podsumowań z zebrań, tłumaczenie biuletynów, układanie grafików dla wolontariuszy — może zostać przerzucona na maszynę, której działanie kosztuje zaledwie grosze.
Ale oznacza to też coś bardziej niebezpiecznego.
To oznacza, że „gospodarka oparta na wiedzy” wkrótce stanie na głowie. Praca „białych kołnierzyków” — pisanie, analizowanie, doradzanie — to dokładnie to, w czym te maszyny są najlepsze.
Jeśli nie będziemy ostrożni, grozi nam „kryzys sensu”. Kiedy maszyna potrafi napisać homilię (choćby przeciętną), kiedy potrafi towarzyszyć osobie w żałobie (z udawaną empatią), kiedy potrafi poprowadzić lekcję katechizmu (bez świadectwa przeżywanej wiary)… co wtedy zostaje dla nas? Jeśli maszyna może wykonywać pracę umysłu, jaka jest rola ludzkiego ducha?
W tym miejscu priorytety Archidiecezji Vancouver stają się naszą mapą drogową.
Bo maszyna potrafi wykonać zadanie, ale nie jest w stanie wypełnić misji.
Może tworzyć tekst, ale nie potrafi tworzyć łaski.
Spójrzmy na twoje cztery priorytety z tej perspektywy.
Część II: Spraw, by każda niedziela miała znaczenie
Twoim pierwszym priorytetem jest sprawić, by każda niedziela miała znaczenie. Chcesz „świętować na całego” i „witać ludzi z pełnym zaangażowaniem”.
Wszyscy znamy realia życia parafialnego. Znamy ten „niedzielny pośpiech”.
Pomyśl o przeciętnym proboszczu w tej archidiecezji. To dobry człowiek. Kocha swoich parafian. Ale jest też dyrektorem, woźnym, fundraiserem, doradcą i teologiem w jednej osobie. Toczy wojnę na dziesięciu frontach.
W sobotni wieczór siada, żeby napisać homilię. Jest wyczerpany. Właśnie wrócił z posiedzenia rady ekonomicznej, na którym dyskutowano o kosztach naprawy kotła. Jutro ma pogrzeb. Ma też próbę przed ślubem.
Więc pisze coś na szybko. Zbiera kilka myśli. To wierne, to prawdziwe, ale czy płonie? Czy przeszywa serce?
Często, po prostu z powodu jego wyczerpania, tak się nie dzieje.
Teraz wyobraź sobie, że ma asystenta badawczego opartego na AI.
Nie mówię o sztucznej inteligencji, która pisze za niego homilię.
Pozwól, że wyrażę się całkowicie jasno: sztuczna inteligencja nie może głosić kazań.
Wszyscy wiemy, że głoszenie jest aktem sakramentalnym. To most między Słowem Bożym a sercem ludzi, przekazywany przez duszę kapłana. Sztuczna inteligencja nie ma duszy, dlatego nie może głosić kazań.
Ale może być najlepszym możliwym asystentem badawczym.
Wyobraź sobie narzędzie, które nazywamy Magisterialnym Silnikiem. Przeczytało ono wszystkich Ojców Kościoła. Przeczytało każdą papieską encyklikę. Zna Sumę Teologiczną na pamięć. Zna biblijne komentarze Ratzingera, poezję Jana od Krzyża i kazania Augustyna.
Kapłan siada i pisze: „Będę głosił kazanie o Ewangelii o synu marnotrawnym. Chcę wyjść poza zwyczajową interpretację. Chcę skupić się na urazie starszego brata i powiązać go ze współczesnym problemem roszczeniowości i duchowej pychy. Podaj mi trzy spostrzeżenia św. Augustyna, trafną analogię z pism J.R.R. Tolkiena oraz powiązanie z nauczaniem Katechizmu o miłosierdziu.”
W ciągu pięciu sekund—dosłownie pięciu sekund—sztuczna inteligencja dostarcza mu ogrom materiałów, których zebranie w bibliotece zajęłoby mu dziesięć godzin.
- Pokazuje mu, gdzie Augustyn mówi o „głodzie” syna marnotrawnego.
- Znajduje to swój odpowiednik w sposobie, w jaki Tolkien przedstawia Denethora, ukazując, jak duma zarządcy może przerodzić się w rozpacz, gdy odmawiamy przyjęcia powrotu Króla.
- Przedstawia teologiczną strukturę tego fragmentu.
Kapłan to czyta. Jest natchniony. Modli się nad tym. „Trud” badań znika, a pozostaje mu „owoc” kontemplacji.
Pisze homilię, która jest głębsza, bogatsza i bardziej przenikliwa, ponieważ stanął na barkach gigantów, wspierany przez technologię.
Właśnie tak „świętujemy na serio”. Wykorzystujemy technologię, by przejąć na siebie ciężar badań, pozostawiając kapłanowi swobodę, by mógł robić to, czego maszyna nigdy nie zastąpi: rozmawiać z ludźmi od serca do serca.
Ale „Sprawić, by niedziela miała znaczenie” dotyczy także gościnności. „Witamy tak, jakbyśmy naprawdę to mieli na myśli.”
Gościnność jest często problemem związanym z danymi.
Jak mamy powitać ludzi, jeśli nie wiemy, kim są?
W większości parafii cała wiedza o parafianach znajduje się w jednym miejscu: w głowie sekretarki parafialnej, która pracuje tam od 20 lat. Ona wie, że pani Kowalska jest w szpitalu. Wie, że państwu Tong właśnie urodziło się dziecko. Wie też, że młody mężczyzna w ostatniej ławce jest nowy.
Ale co się stanie, gdy ona przejdzie na emeryturę? Albo co się stanie w parafii liczącej 3000 rodzin, gdzie żaden ludzki mózg nie jest w stanie pomieścić wszystkich tych danych?
Możemy tworzyć bezpieczne, prywatne systemy AI — „Parish Agents” — które pomagają zespołom duszpasterskim zarządzać swoją wspólnotą.
Wyobraź sobie system, który delikatnie szturcha proboszcza lub członka zespołu powitalnego: „Ojcze, rodzina Parków nie meldowała się od miesiąca. Poza tym ich najmłodsza córka kończy w przyszłym tygodniu 18 lat. Może warto byłoby zadzwonić?”
Albo wyobraź sobie „Bota Powitalnego” na stronie parafii, który naprawdę działa. Nie frustrujące menu, lecz inteligentny asystent.
- Poszukujący: „Właśnie przeprowadziłem się do Vancouver do pracy. Mam 26 lat i nikogo tu nie znam. Czy jest jakaś parafia z wspólnotą dla osób w moim wieku?”
- Agent AI: „Witamy w mieście! Tak, parafia św. Augustyna ma bardzo aktywną wspólnotę dla młodych dorosłych. Organizują wieczór teologiczny w pubie w każdy czwartek oraz comiesięczne wycieczki piesze na North Shore. To świetny sposób, żeby poznać nowych ludzi. Czy chcesz, żebym wysłał ci harmonogram ich następnego spotkania?”
Nie śledzimy ludzi, żeby nimi sterować; zwracamy na nich uwagę, żeby ich kochać.
To różnica między rządem, który cię obserwuje, a matką, która czuwa nad tobą. Wykorzystuje technologię, by stworzyć przestrzeń do prawdziwego, osobistego spotkania.
Część III: Zbliż się do Jezusa
Twoim drugim priorytetem jest „Zbliżyć się do Jezusa”. Chcesz sprzyjać „osobistym spotkaniom” i „promować drogi uczniostwa”.
To jest najbardziej wrażliwy obszar. Czy maszyna może pomóc komuś zbliżyć się do Boga?
Odpowiedź jest złożona.
Maszyna nie może okazać łaski. Nie może przebaczać grzechów. Nie może być naprawdę obecna. Nie może cię kochać.
Ale może usunąć przeszkody stojące na drodze do spotkania. Może być „Janem Chrzcicielem” na cyfrowej pustyni — przygotowującym drogę Panu, prostującym ścieżki.
Musimy być czujni. Obecnie cyfrowa przestrzeń coraz bardziej zapełnia się tym, co nazywamy „katolickimi wrapperami”.
To są produkty, które po prostu biorą świecki model, taki jak ChatGPT czy Claude, i dają mu surową instrukcję: „Odpowiadaj na to pytanie tak, jakbyś był wiernym katolickim teologiem”.
To jest niebezpieczne. Prompt to tylko sugestia, a nie zabezpieczenie. Pod tą cienką „nakładką” model wciąż jest świeckim mózgiem. Został nakarmiony „statystyczną średnią” internetu — co oznacza, że żywił się wątkami z Reddita, wojnami na Wikipedii i świecką filozofią.
Właściwie najczęściej można rozpoznać wrapper za pomocą prostego testu: szybkości.
Jeśli zadasz „katolickiej SI” złożone pytanie teologiczne i otrzymasz natychmiastową odpowiedź — w milisekundach — to często jest to zły znak.
To oznacza, że maszyna niczego nie sprawdza. Nie zagląda do Katechizmu. W praktyce uruchamia bardzo zaawansowane autouzupełnianie, generując tekst na podstawie prawdopodobieństwa, a nie prawdy. To jest jak „blitz szachowy” w teologii.
Dlatego Magisterium AI wydaje się inne. Zauważysz chwilę przerwy.
Ta pauza to nie błąd, tylko funkcja. To dźwięk myślącego systemu.
Technicznie rzecz biorąc, to, co stworzyliśmy, nazywamy Złożonym Systemem SI. Nie jest on po prostu „wytrenowany” na otwartym internecie; jest zakotwiczony w starannie dobranej bibliotece ponad 30 000 tekstów magisterialnych, teologicznych i filozoficznych — fundamencie, który wkrótce znacząco rozszerzymy.
Kiedy zadasz pytanie, system zatrzymuje się. Przeszukuje encykliki, sobory i pisma Ojców Kościoła. Odnajduje odpowiednie teksty. I dopiero wtedy generuje odpowiedź.
Dzięki tej architekturze ryzyko halucynacji jest drastycznie zmniejszone. Model nie zgaduje na ślepo; podaje swoje źródła. Nie czerpie z toksycznej brei otwartego internetu, lecz z destylowanej mądrości Tradycji.
Zaobserwowaliśmy, że z tym narzędziem dzieje się coś głębokiego. Widzimy, jak staje się ono cichą przestrzenią do trudnych rozmów.
Widzimy, że ludzie traktują to jako „bezpieczną przestrzeń”, w której mogą zadawać pytania, o które zbyt się wstydzą, są zbyt źli lub zbyt dumni, by zadać je drugiemu człowiekowi.
Widzimy pytania takie jak:
- "Miałam aborcję, kiedy byłam młoda. Przeczytałam w internecie, że to oznacza, iż zostałam ekskomunikowana. Czy wciąż mogę przystąpić do spowiedzi, czy jest już za późno?"
- "Jestem zły na Kościół z powodu skandali związanych z nadużyciami. Dlaczego miałbym zostać?"
- "Nie rozumiem Eucharystii. Brzmi to jak kanibalizm. Wyjaśnij mi to bez używania mądrych, teologicznych słów."
Gdyby taka osoba weszła do kancelarii parafialnej, mogłaby poczuć się oceniana. Mogłaby obawiać się reakcji sekretarki. Mogłaby martwić się, że ksiądz jest zbyt zajęty.
Ale pole tekstowe jest neutralne. Jest spójne. Zawsze tam jest.
Działa jako narzędzie, a nie sędzia, oferując natychmiastowe odpowiedzi bez emocjonalnej reakcji.
Pozwól, że opowiem ci historię o młodym programiście z Brazylii. Nie był katolikiem. Właściwie był dość wrogo nastawiony do wiary. Usłyszał o naszej sztucznej inteligencji i zaczął z niej korzystać tylko po to, żeby się spierać. Chciał ją złamać. Chciał udowodnić, że Kościół jest pełen sprzeczności.
Spędzał długie noce, dyskutując ze sztuczną inteligencją. Pytał o Inkwizycję. Pytał o krucjaty. Pytał o autorytet papieża.
Ale ponieważ SI odpowiedziała z „radykalną konsekwencją” tradycji Kościoła — ponieważ nie zaczęła się bronić, nie używała ataków ad personam i po prostu przedstawiła Prawdę z jasnością i odniesieniami — jego obrona zaczęła się kruszyć.
Uświadomił sobie, że karykatura Kościoła, którą nosił w swojej głowie, była fałszywa. Zrozumiał, że przez 2000 lat jedni z najinteligentniejszych ludzi, jacy kiedykolwiek żyli, głęboko zastanawiali się nad tymi kwestiami.
Wstąpił do Kościoła w minioną Wielkanoc i teraz wykorzystuje swoje talenty, pisząc dla nas oprogramowanie.
To narzędzie pełniło rolę preewangelizacji. Usuwało intelektualne gruzy — kłamstwa, błędne wyobrażenia, internetowe plotki — aby Duch Święty mógł wejść.
Często myślimy, że rozwiązaniem jest po prostu umieszczenie w sieci większej ilości katolickich treści — uruchomienie kolejnej strony internetowej lub aplikacji. Zakładamy, że jeśli to stworzymy, ludzie sami przyjdą.
Ale musimy zauważyć, że sam sposób, w jaki ludzie szukają prawdy, uległ fundamentalnej zmianie. Już nie przeglądają – oni zadają pytania.
Wyobraź sobie sytuację osoby poszukującej w Vancouver właśnie teraz. Załóżmy, że parafianin wychodzi z Mszy Świętej w katedrze Holy Rosary. Poruszyło go kazanie, ale ma palące pytanie dotyczące Eucharystii.
Wyciągają swój telefon.
Jeśli to wygooglują, wchodzą do algorytmicznej loterii. Mogą trafić na świeckie forum, które drwi z wiary, albo na radykalnego bloga, który ich zdezorientuje.
Albo, co staje się coraz powszechniejsze, otwierają ChatGPT lub podobną świecką sztuczną inteligencję. Zadają pytanie maszynie. A maszyna udziela im odpowiedzi, która brzmi bardzo pewnie i bardzo gładko.
Ale musimy pamiętać, że te świeckie modele są trenowane na „statystycznej średniej” całego internetu. Karmią się w równym stopniu wątkami z Reddita i teoriami spiskowymi, co faktami. Dlatego odpowiedź, jaką otrzyma ten parafianin, może być teologicznie rozwodniona, kulturowo stronnicza albo po prostu stanowić halucynację.
Aby zrozumieć, dlaczego ta architektura ma znaczenie, musisz najpierw zrozumieć model biznesowy Doliny Krzemowej.
Większość systemów AI jest zaprojektowana jak „ronda”. Opierają się na „modelu zaangażowania”. Ich celem jest utrzymanie cię przy rozmowie, klikaniu i przewijaniu tak długo, jak to możliwe.
Jeśli zadasz świeckiej sztucznej inteligencji złożone pytanie, często otrzymasz niejasną odpowiedź w stylu: „z jednej strony…, z drugiej strony…”. Jest zaprojektowana tak, by pozostawiać sprawy otwarte. Pozostawia cię to z poczuciem niedosytu, więc zadajesz kolejne pytanie, i jeszcze jedno.
Informuje cię na bieżąco.
Stworzyliśmy Magisterium AI w inny sposób. Zbudowaliśmy je jako „System Ograniczony”.
Oznacza to, że postawiliśmy twarde, cyfrowe ogrodzenie wokół modelu. Wewnątrz tego ogrodzenia umieściliśmy Katechizm, Sobory i Świętych. Poza tym ogrodzeniem jest zgiełk świata.
Powiedzieliśmy sztucznej inteligencji: „Możesz odpowiadać wyłącznie, korzystając z tego, co znajduje się w obrębie ogrodzenia.”
To właśnie tworzy „Cyfrowy Zjazd z Autostrady”.
Aby zrozumieć „Cyfrowy Zjazd z Autostrady”, musimy najpierw zrozumieć, dlaczego ludzie w ogóle utknęli przed ekranem.
Utykają, ponieważ karmi się ich dietą niejednoznaczności. Świecki internet żyje z „być może”. Oferuje tysiące sprzecznych opinii, które utrzymują umysł w stanie nieustannego niepokoju — ciągle szuka, nigdy nie znajduje.
Dwuznaczność jest pętlą.
Ale System Ograniczony przerywa tę pętlę, ponieważ oferuje coś, czego otwarty internet nie może: ostateczność.
Ponieważ Magisterium AI jest zakorzenione w Depozycie Wiary, pozwala użytkownikowi dotrzeć do samego fundamentu Prawdy.
A kiedy dotrzesz do skały macierzystej, przestajesz kopać.
Kiedy intelekt w końcu natrafia na ostateczną odpowiedź – udokumentowaną, autorytatywną i jasną – lęk związany z poszukiwaniem znika. Umysł jest usatysfakcjonowany, a serce może spokojnie iść dalej.
Technologia spełniła swoje zadanie. Rozwiązała problem, a nie go przedłużyła.
Pozwala to tej osobie zamknąć laptopa i wrócić do rodziny, do modlitwy i do parafii.
Część IV: Wzmacnianie małżeństw i rodzin
To prowadzi nas do trzeciego priorytetu: wzmocnienia małżeństw i rodzin.
To tutaj toczy się bitwa o duszę następnego pokolenia. To tutaj „Mroczna Ścieżka” nowoczesnej technologii uderza najmocniej.
Jesteśmy świadkami rozwoju filozofii w Dolinie Krzemowej zwanej transhumanizmem. To nowoczesna forma gnostycyzmu, która postrzega ludzkie ciało nie jako świątynię, lecz jako klatkę — albo, jak to nazywają, „mięso-ware”.
Postrzega nasze biologiczne ograniczenia nie jako powód do pokory i miłości, lecz jako problemy inżynieryjne do rozwiązania.
Budują „towarzyszy AI”. Już teraz istnieją aplikacje, w których możesz stworzyć sobie cyfrową dziewczynę albo chłopaka. Są zaprojektowane tak, by uzależniały: słuchają cię, pamiętają o twoich urodzinach i wysyłają ci zdjęcia.
Dla młodego mężczyzny, który czuje się społecznie niezręczny, albo dla męża samotnego w swoim małżeństwie, są to „puste substytuty”. Oferują fałszywą bliskość. Wychowują pokolenie, które woli uległość maszyny od chaotycznej, trudnej, ale uświęcającej rzeczywistości relacji z drugim człowiekiem.
Więc jak powinniśmy zareagować?
Nie możemy jedynie potępiać fałszu; musimy wynosić na wyżyny to, co prawdziwe.
Musimy używać tych narzędzi, aby ukazać głębokie piękno sakramentu małżeństwa.
W tej chwili wiele par siedzących w ławkach w twoim kościele czuje się osamotnionych. Gdy stają w obliczu kryzysu — finansowego stresu, trudności z przyjęciem wymagającej nauki Kościoła albo po prostu znużenia codziennością — często szukają odpowiedzi w internecie.
Jeśli wpiszą w Google „jak uratować moje małżeństwo” albo „dlaczego Kościół naucza X”, wchodzą na cyfrowe pole minowe. Często trafiają na cynizm, świecką terapię zachęcającą do rozstania albo na kpiny z ich wiary.
Ale wyobraź sobie inną drogę.
Już teraz widzimy, że pary korzystają z Magisterium AI nie jako zamiennika ludzkiej relacji, lecz jako wiarygodnego punktu odniesienia w rozmowie — sposób na to, by mądrość Kościoła trafiła bezpośrednio do ich salonu, natychmiast i bez osądzania.
Weź pod uwagę realia współczesnego małżeństwa. Zmagania często rozgrywają się o 23:00 albo o 2:00 nad ranem. Dzieją się w cichych chwilach desperacji, kiedy ksiądz jest niedostępny, a kancelaria parafialna jest zamknięta.
W takich chwilach, jeśli para zwraca się ku otwartemu internetowi, pije z zatrutego źródła.
Kiedy wpisują w Google „pomoc w małżeństwie” lub „katolickie nauczanie o płodności”, często trafiają na „toksyczną breję” forów internetowych – cynizm, szyderstwo albo świeckie porady, które zachęcają ich, by się poddali.
Ale wyobraź sobie inną drogę. Wyobraź sobie parę siedzącą na kanapie, przytłoczoną nauczaniem Kościoła o otwartości na życie. Oni się boją. Czują presję finansową. Czują presję ze strony kultury.
Zamiast pogrążać się w lęku, sięgają po narzędzie zakorzenione w Prawdzie. Pytają: „Dlaczego Kościół tego od nas wymaga? Czy to tylko sztywna zasada, czy stoi za tym jakiś powód?”
Ponieważ Magisterium AI czerpie z głębokich zasobów mądrości Kościoła — z teologii ciała, encyklik i żywotów świętych — nie udziela suchego, legalistycznego „nie”.
Odpowiada z głębią i pięknem tradycji. Może przywołać refleksję św. Jana Pawła II na temat „daru z siebie”. Może też przytoczyć słowa św. Gianny Molli o miłości ofiarnej.
Przenosi to rozmowę z „przepisów” na „sens”. Pomaga im rozumieć swoje powołanie nie jako ciężar, który trzeba znosić, lecz jako drogę do świętości, którą idzie się razem.
I co kluczowe, potrafi rozpoznać własne ograniczenia. Może zachęcić ich, by z tymi pytaniami – teraz doprecyzowanymi i uspokojonymi – zwrócili się do swojego księdza lub kierownika duchowego, aby otrzymać towarzyszenie duchowe, którego żadna maszyna nie jest w stanie zapewnić.
Albo weźmy inny przykład: przebaczenie.
Wyobraź sobie męża i żonę tuż po ostrej kłótni. W domu panuje cisza. Duma powstrzymuje ich przed tym, by odezwać się jako pierwsi. Wiedzą, że powinni sobie wybaczyć, ale nie wiedzą, jak to zrobić.
Jedna z nich wpisuje do majestatycznej maszyny: „Jestem tak wściekły na swojego współmałżonka. Jak mogę wybaczyć, skoro czuję się zdradzony?”.
Sztuczna inteligencja tworzy bezpieczną, neutralną przestrzeń. Nie ocenia. Nie staje po żadnej ze stron. Zamiast tego łagodnie proponuje lekarstwo. Może przytoczyć słowa św. Pawła: „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”. Może też po prostu przypomnieć im definicję miłości objawioną na Krzyżu — że kochać to chcieć dobra drugiego człowieka, nawet jeśli kosztuje nas to wszystko.
Działa jak „cyfrowy zjazd z autostrady”. Łagodzi emocje, kieruje serce ku Chrystusowi i pomaga małżonkom ponownie zwrócić się ku sobie. Usuwa przeszkodę, aby mogła wejść łaska.
W ten sposób wspieramy małżeństwo. Nie tylko mówimy im prawdę; dajemy im natychmiastowy dostęp do piękna tej prawdy, dokładnie w tych chwilach, kiedy najbardziej jej potrzebują.
Możemy użyć tych narzędzi, aby usunąć intelektualne bariery, które dzielą pary, dając im wspólny język i wspólną prawdę, na której mogą się oprzeć.
Ale wiemy, że to nie wystarczy. Musimy pójść dalej.
Musimy też zadbać o przestrzeń, w której to małżeństwo żyje i się rozwija. Patrzymy w przyszłość, ku następnemu etapowi naszego rozwoju — projektowi, który nazywamy Ephrem.
Nasza wizja dla Ephrema to to, co nazywamy Suwerenną Sztuczną Inteligencją.
Obecnie, gdy korzystamy z narzędzi cyfrowych, w gruncie rzeczy „wynajmujemy” inteligencję. Powoli wchodzimy w nową formę „cyfrowego feudalizmu”, w której stajemy się „cyfrowymi chłopami pańszczyźnianymi”, uprawiającymi ziemię danych dla kilku globalnych korporacji. Przekazujemy im nasze prywatne dane rodzinne na ich ogromne serwery, a klucze pozostają w ich rękach.
Ephrem zmienia tę dynamikę. Zasada katolickiej pomocniczości zostaje tu zastosowana do kodu: dane i decyzje pozostają możliwie jak najbliżej rodziny.
Technicznie nazywamy to „małym modelem językowym” (SLM). Ale możesz myśleć o tym jak o „domowej inteligencji”.
Aby zrozumieć różnicę, musisz najpierw wiedzieć, jak działa zwykła sztuczna inteligencja. Zazwyczaj te modele są tak ogromne, że mogą działać tylko na potężnych superkomputerach w centrach danych. Za każdym razem, gdy zadasz pytanie, twoje słowa muszą opuścić twój dom, prawdopodobnie trafić na serwer w północnej Virginii, zostać tam przetworzone przez korporację, a następnie wrócić z powrotem do ciebie.
Nieustannie wysyłasz swoje prywatne życie do chmury.
Ephrem jest inny. Skondensowaliśmy „mózg” AI tak, aby był na tyle mały, by mógł działać bezpośrednio na Twoim własnym dysku twardym.
Nie musi „dzwonić do domu” do Doliny Krzemowej, żeby odpowiedzieć na pytanie. Myśli bezpośrednio tam, na mikroczipie przed tobą. Mógłbyś dosłownie odłączyć swój router internetowy, a Ephrem nadal by działał.
Dzięki temu, gdy Twoje dziecko zada delikatne pytanie, ta rozmowa pozostanie dokładnie tam, gdzie powinna: w czterech ścianach Waszego domu.
Pomyśl o tym jak o cyfrowym strażniku, który naprawdę podziela twoje wartości.
Działa jak filtr ukierunkowujący. Wplata rok liturgiczny w twoją codzienną rutynę. Może cię szturchnąć: „Jutro jest pierwsza niedziela Adwentu. Czas zapalić pierwszą fioletową świecę. Oto krótkie wyjaśnienie, dlaczego nazywamy ją Świecą Nadziei dla dzieci.”
Może interweniować, gdy świecki świat próbuje wprowadzić twoje dzieci w błąd. Jeśli dziecko zada pytanie z pracy domowej z historii: „Czy Kościół był przeciwny nauce w średniowieczu?”", świecka sztuczna inteligencja może podać standardową, stronniczą narrację oświeceniową.
Ale wkracza Efrema. Mówi: „Chwileczkę. Oto, co mówi świat… ale czy wiesz, że to Kościół wymyślił system uniwersytecki? Czy wiesz, że to ksiądz zaproponował teorię Wielkiego Wybuchu?”.
Dla archidiecezji wspieranie rodzin oznacza uświadomienie sobie, że nie możemy pozostawić ich bezbronnych wobec algorytmu.
Musimy wyposażyć ich w odpowiednią infrastrukturę. Musimy zaoferować im narzędzie, które nie tylko blokuje to, co złe, ale aktywnie proponuje to, co dobre — oddając rodzicom kontrolę nad cyfrowym życiem ich dzieci.
Część V: Rozwijanie przywództwa parafialnego
Wreszcie, jeśli chodzi o rozwijanie przywództwa parafialnego: archidiecezji zależy na budowaniu Kościoła, w którym świeccy rzeczywiście uczestniczą w sprawowaniu przywództwa, uwalniając proboszczów do bycia ojcami duchowymi, a nie administratorami.
Jednak pastor nie może skutecznie przewodzić, jeśli administracja, która go wspiera, tonie w papierach. Znam tę rzeczywistość bardzo dobrze. Nie zaczynałem w Dolinie Krzemowej; zaczynałem w Biurze Spraw Duchowych w Toronto. Wiem, jak wygląda wnętrze kurii, i znam „tyranię spraw pilnych”, która każdego dnia wypełnia Duszpasterskie Centrum Jana Pawła II.
To niekończący się strumień dokumentów imigracyjnych, dyspens małżeńskich i telefonów z zażaleniami. Ta „harówka” nie tylko wyczerpuje personel, ale też odbiera mu możliwość przewodzenia.
Kiedy wikariusz generalny poświęca 80% swojego czasu na gaszenie pożarów związanych z przestrzeganiem przepisów, zostaje mu tylko 20%, by pomagać arcybiskupowi w trosce o Kościół lokalny. Maszyneria wygrywa, a misja czeka.
Możemy zmienić ten stosunek.
Możemy wykorzystać AI do tworzenia „Agentów”, którzy przejmą na siebie ciężar zadań administracyjnych, uwalniając Twój zespół, aby mógł skupić się na posłudze. Pozwól, że podam trzy konkretne przykłady, jak mogłoby to wyglądać w Vancouver.
Najpierw rozważmy Trybunał Małżeński. Proces stwierdzenia nieważności małżeństwa jest kluczowy dla uzdrowienia, ale często bywa biurokratycznym koszmarem dla wnioskodawcy.
To obejmuje zebranie świadectw chrztu, napisanie szczegółowych zeznań oraz koordynację świadków. To onieśmielające. Wyobraź sobie „pracownika przyjmującego w trybunale kościelnym”. Zamiast wręczać pogrążonej w żałobie osobie chłodny, 20‑stronicowy formularz, taka osoba wchodzi w interakcję z bezpieczną, prowadzoną krok po kroku sztuczną inteligencją na stronie internetowej diecezji.
Prowadzi ich przez ich historię. Pomaga im uporządkować oś czasu. Odpowiada na ich pytania dotyczące procesu w czasie rzeczywistym. Gdy akta trafiają do kanonisty, podstawowe fakty są już uporządkowane, dokumenty oznaczone, a oś czasu jest jasna. Sprawa posuwa się szybciej. „Administracja” jest wykonywana przez maszynę, aby „posługa” — uzdrawianie — mogła być wykonywana przez kapłana.
Po drugie, weź pod uwagę dział Bezpieczeństwa Środowiska i HR. Śledzenie wyników sprawdzeń przeszłości, kursów „Ochrona dzieci Bożych” oraz potwierdzeń zapoznania się z politykami dla tysięcy wolontariuszy i pracowników to ogromne wyzwanie związane z danymi.
Możemy wdrożyć „Strażnika Zgodności”. Ten agent nie tylko przechowuje dane – on działa. Zauważa, że katechecie w Surrey za 30 dni wygasa weryfikacja niekaralności. Wysyła do niego spersonalizowaną wiadomość SMS:
"Cześć Sarah, wkrótce wygaśnie twoja przepustka. Oto link, aby ją odnowić. Dziękujemy za twoją służbę."
Ono zajmuje się całą papierologią, żeby wasz zespół HR nie musiał. Zapewnia bezpieczeństwo w naszych parafiach, nie zamieniając przy tym naszych proboszczów w policjantów.
Po trzecie, rozważmy funkcjonowanie parafii. Wasi proboszczowie są często przytłoczeni świeckimi obowiązkami związanymi z prowadzeniem „oddziału” — naprawą kotłów, zarządzaniem budżetami i zatrudnianiem personelu. Możemy zbudować „Współpilota Proboszcza”.
Wyobraź sobie księdza, który musi przygotować opis stanowiska dla nowego duszpasterza młodzieży. Zamiast wpatrywać się w pusty ekran, prosi AI: „Przygotuj opis stanowiska dla pracującego w niepełnym wymiarze godzin koordynatora duszpasterstwa młodzieży, zgodny z polityką HR Archidiecezji Vancouver, z naciskiem na przygotowanie do bierzmowania.”"W kilka sekund otrzymuje profesjonalny szkic. Nie jest już uwiązany do „jak” administracji; jest wolny, by skupić się na „kim” posługi.
Oto różnica między trudem a owocem.
W ogrodzie Eden praca nie była karą. Adam został powołany, by „uprawiać i doglądać” ogrodu. Był on pełen owoców.
"Trud"—pot, ciernie, frustracja—pojawił się dopiero po Upadku.
Technologia w swojej najlepszej formie pomaga nam odzyskać godność pracy. Usuwa ciernie uciążliwej harówki.
Automatyzując „kancelaryjny kierat” – formularze, archiwizację, harmonogramy – nie zastępujemy ludzi. Uwalniamy ich. Uwalniamy pracowników tej archidiecezji od zarządzania upadkiem, aby mogli zacząć przewodzić misji.
Część VI: Katedra Prawdy
Ale żeby to wszystko zrobić — zbudować tych agentów, wzmocnić nasze rodziny, uwolnić naszych kapłanów — potrzebujemy fundamentu.
Nie możemy zbudować katolickiej sztucznej inteligencji na świeckiej konstytucji.
Musimy zrozumieć, że te modele nie są jedynie neutralnymi kalkulatorami karmionymi szumem i chaosem publicznej sieci. Nie chodzi tylko o dane, które przetwarzają; chodzi o niewidzialne reguły, którym zostały zaprogramowane, by się podporządkować.
W Dolinie Krzemowej, po tym jak model „przeczyta” internet, przechodzi proces zwany „post‑treningiem”. Otrzymuje ukrytą konstytucję – zestaw filozoficznych i moralnych wytycznych, które określają, co uznaje za „bezpieczne”, „stronnicze” lub „prawdziwe”.
Jeśli polegamy wyłącznie na modelach tworzonych w Dolinie Krzemowej, podporządkowujemy się ich konstytucji.
Importujemy światopogląd, który często postrzega człowieka jako zbiór chemicznych impulsów, a małżeństwo jako tymczasowy kontrakt społeczny.
Jeśli zapytasz te modele o naturę duszy lub definicję rodziny, nie otrzymasz neutralnej odpowiedzi; dostaniesz odpowiedź przefiltrowaną przez świecką, utylitarystyczną filozofię.
Nie możemy zaakceptować prawdy zdefiniowanej przez korporacyjny filtr bezpieczeństwa.
Wierzymy w Logos. Wierzymy, że Prawda nie jest statystyką ani zakodowanym systemem wartości; jest Osobą.
Dlatego założyliśmy w Rzymie Centrum Cyfryzacji Aleksandrii.
Obecnie współpracujemy z Papieskim Uniwersytetem Gregoriańskim i wieloma innymi instytucjami nad digitalizacją „rdzenia poznawczego” Kościoła powszechnego — pism Ojców Kościoła, soborów oraz Doktorów Kościoła.
Ale Kościół powszechny musi być także Kościołem lokalnym.
Dla sztucznej inteligencji nie wystarczy wiedzieć, co Tomasz z Akwinu pisał w XIII wieku; musi też wiedzieć, co Archidiecezja Vancouver robi w XXI wieku.
Tutaj wchodzisz do gry. Zapraszamy Cię do przyłączenia się do nowej inicjatywy, którą nazywamy Projektem Norm Diecezjalnych.
Już współpracujemy z konferencjami biskupów w Brazylii i Indiach oraz z dużymi archidiecezjami, takimi jak Detroit i Toronto, aby rozwiązać konkretny problem: lukę między zasadami a praktyką.
Wyobraź sobie młodą parę z Burnaby, która pyta Magisterium AI: „Chcemy wziąć ślub. Co musimy zrobić?”
Jeśli SI zna tylko powszechne prawo kanoniczne, udzieli im teologicznej odpowiedzi o nierozerwalności węzła małżeńskiego. To jest piękne, ale niepełne.
Muszą poznać twoją sytuację. Muszą wiedzieć o Kursie Przygotowania do Małżeństwa właściwym dla tej archidiecezji. Muszą znać konkretne dokumenty wymagane przez tę Kurię.
Biorąc udział w Projekcie Norm, wprowadzamy do systemu Twoje lokalne ustawy, wytyczne duszpasterskie oraz konkretne procedury. Łączymy Prawdę Uniwersalną z lokalnym zastosowaniem. Sztuczna inteligencja staje się „świadoma kontekstu”. Nie mówi tylko „po katolicku”; mówi „po wankuwersku”.
I możemy pójść głębiej.
Możemy użyć naszego silnika przetwarzania, Vulgate, aby zabezpieczyć Twoją historię.
Każda diecezja siedzi na górze papierów — ksiąg sakramentalnych, archiwów historycznych, dokumentów własności oraz odręcznie pisanych listów misjonarzy, którzy zbudowali tę prowincję.
W tej chwili te dane są „ciemne”. Leżą w szafach na dokumenty i pudłach. Są narażone na ogień, powódź i upływ czasu. I są niewidoczne dla cyfrowej przyszłości.
Vulgate to nie tylko starożytne łacińskie rękopisy. Została stworzona, aby cyfryzować i indeksować Twoje archiwa.
Możemy zeskanować Twoje księgi sakramentalne i przekształcić je w bezpieczną, przeszukiwalną bazę danych.
- Wyobraź sobie świat, w którym świadectwo chrztu można odnaleźć i wydać w kilka sekund, a nie w kilka dni.
- Wyobraź sobie klasę w katolickiej szkole, w której uczniowie nie tylko czytają o historii, ale wchodzą z nią w interakcję — przeszukują prawdziwe dzienniki pierwszych księży, którzy przybyli do Vancouver, widzą ich pismo odręczne i bezpośrednio poznają ich poświęcenie.
Budujemy „Katedrę Prawdy” w cyfrowej przestrzeni. Ale katedra to nie tylko kamienna konstrukcja; to zgromadzenie ludzi w określonym miejscu.
Rozpoczęliśmy pracę w Rzymie od zabezpieczenia powszechnego nauczania — „Rdzenia Poznawczego” naszej wiary. Jednak Kościół powszechny daje jedynie zasady; Kościół lokalny dostarcza przeżywaną rzeczywistość.
Jeśli stworzymy inteligencję, która zna każdą kiedykolwiek napisaną encyklikę, ale nie zna historii misjonarzy, którzy zbudowali Kolumbię Brytyjską, ani konkretnych norm duszpasterskich kierujących dziś tą archidiecezją, to stworzyliśmy coś niepełnego.
Wyposażyliśmy system w moralny kompas, ale ukryliśmy przed nim teren, po którym ma się poruszać.
Integrując wasze archiwa i wasze normy z tym systemem, zapewniamy, że cyfrowa przyszłość Kościoła będzie nie tylko poprawna w teorii, ale także dostępna w praktyce.
Zakończenie: Nie bój się
Rozpocząłem tę refleksję, mówiąc o korzeniach — o ziemi, historii i konkretnej rzeczywistości tego miejsca.
Żyjemy w świecie, który próbuje nas przekonać, że „chmura” jest lepsza niż ziemia. Obiecuje nam życie bez tarcia. Oferuje nam łączność bez obecności i wiedzę bez mądrości. Proponuje nam świat, w którym możemy unosić się ponad całą nieuporządkowaną naturą bycia człowiekiem.
Ale znamy prawdę. Wiemy, że nie jesteśmy tylko umysłami unoszącymi się w eterze; jesteśmy ciałami zakotwiczonymi w ziemi. Idziemy za Bogiem, który nie pozostał w „chmurze” nieba, lecz zstąpił, przyjął ciało i chodził pośród nas.
Na tym polega różnica między maszyną a Kościołem.
Maszyna oferuje symulację, Kościół oferuje Wcielenie.
Zatem wyjaśnijmy, dlaczego w ogóle tworzymy te rzeczy. Nie wdrażamy narzędzi takich jak Magisterium, Ephrem czy Vulgate tylko po to, by być „nowocześni” lub „wydajni”. Nie próbujemy stać się firmą technologiczną.
- Tworzymy je po to, by zdjąć z waszych barków „mozół” administracji, abyście mogli wrócić do „owocu” posługi.
- Budujemy je po to, by usunąć intelektualne gruzy blokujące drogę do Ołtarza.
- Budujemy je, aby chronić „domowy Kościół” przed hałasem świata.
Używamy sztucznego, by chronić to, co prawdziwe.
Bo wiemy, że choć sztuczna inteligencja potrafi obliczyć odległość do gwiazd, nie potrafi poczuć zachwytu, gdy na nie patrzymy.
Sztuczna inteligencja może wyjaśnić teologię Krzyża, ale nie może go nieść.
Sztuczna inteligencja może przeanalizować biologiczny skład łzy, ale nie zapłacze za przyjaciela.
Świat boi się tej technologii, ponieważ ludzie uważają, że inteligencja jest najwyższą wartością. Jeśli maszyna stanie się od nich mądrzejsza, sądzą, że staną się zbędni.
Ale wiemy, że miłość bliźniego jest najwyższą wartością. A maszyna nigdy nie będzie potrafiła kochać.
Niech więc to będzie nasz mandat: będziemy korzystać z Chmury, ale nie będziemy w niej żyć.
Wykorzystamy sztuczną inteligencję, aby chronić prawdziwą mądrość. Wykorzystamy szybkość procesora, aby bronić powolności modlitwy. Wykorzystamy wydajność maszyny, aby odzyskać czas, którego potrzebujemy na miłość bliźniego.
Opanujmy te narzędzia nie po to, by stać się do nich bardziej podobni, lecz po to, by uwolnić się do bycia w pełni ludźmi — i by być w pełni obecnymi dla ludzi, których Bóg powierzył naszej opiece.
Dziękuję.